- wizyta przyszłych teściów i kolejna skrzypaczka w domu czyli trudne decyzje podejmowane na szybko –

W niedzielę miałam zaszczyt gościć w końcu pierwszy raz u siebie rodziców Obecnego. Dwa dni zapierniczania w kuchni, ale przyszła teściowa – widać było – pod wrażeniem. Myślę, ze dzieci ich ujęły. Starałam się jeszcze podpytać Obecnego, co rodzice mówili w temacie, kiedy wrócił do domu w poniedziałek po pracy i chyba szczególnie spodobała się im najstarsza moja latorośl. Myślę, że jest to związane z tym, że gra na skrzypcach, a oni mając córkę skrzypaczkę mają sentyment do tego instrumentu.

W temacie skrzypiec jeszcze słowo….. Moja córka, tym razem najmłodsza naciska, żeby ją zapisać do szkoły muzycznej…… na skrzypce właśnie. Wypełniłam podanie, czeka nas wizyta u lekarza w celu stwierdzenia braku jakichkolwiek przeciwwskazań do nauki i…… sama nie wiem, czego jej życzyć. Z jednej strony jeśli dziecko chce się rozwijać nie mam prawa mu tego zabraniać. Z drugiej strony trochę się to będzie rozbiegało z moimi planami zawodowymi i wspólnymi życiowymi chyba też. Nie chciałabym musieć zmieniać jej nauczyciela w trakcie sześcioletniego cyklu, a wygląda na to, że prawdopodobnie trzeba będzie to zrobić po dwóch latach. No chyba, ze się nie dostanie…… Na razie milczę w temacie, Obecnemu nie pisnęłam słowem, rodzice o niczym nie wiedzą, wiem tylko ja i dzieciaki, które już wyczuliłam, żeby nikomu się nie wygadały. Jak się małej uda, to będzie to taki mały zaskakujący sukces:) Pytanie jeszcze, czy moje uszy by to wytrzymały……………..

Opublikowano codzienność, dzieci, Obecny | Otagowano , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

- leniwa sobota….. czyli kiedy kobieta ma za dużo czasu, zaczynają się przemyślenia –

Wstałam, wypiłam kawę, coś tam posprzątałam i się lenię……na laptopie. Jakaś herbata by się przydała ale nie ma mi kto zrobić. Mam tak czasami, kiedy dzieci są u ojca mogę skorzystać z czasu dla siebie. Wielokrotnie mimo wszystko trzeba zrobić jeszcze to czy tamto, a jak tamto to jeszcze siamto i często te weekendy mijają na pracach domowych.

Wczoraj miałam delikatne spięcie z Obecnym w temacie Ex, ale chyba przeszło. Czasami mam wrażenie, że Obecny nie do końca jest zadowolony z tego, że moimi dziećmi muszę się nadal dzielić z Ex, ale niestety, on nie ma ograniczonych praw rodzicielskich, a jak sprawuje opiekę nad dziećmi to już jego sprawa. Najczęściej gdzieś jedzie, zostawiając dzieci pod opieką rodziców czy ciotek, ale na szczęście nigdy nie zdarzyło się, żeby nikt się nimi nie zajmował. Wracając do tematu…. boli mnie fakt, że Obecny stara się czasami wpłynąć na moje decyzje, a ja po dziesięciu latach właśnie takiego traktowania przez Ex uczę się w końcu być asertywna, w dodatku na narzucanie mi czyichś poglądów mam alergię od dnia rozwodu. Ale nic dziwnego, teraz w każdą rocznicę tego pięknego dnia mam swoje prywatne święto odzyskania niepodległości.

A teraz z innej beczki. Termin ślubu wyznaczony, a ja jak głupia zaczęłam się obawiać, czy nam wyjdzie. Ostatnio może nie było jakoś rewelacyjnie, trochę ponarzekałam, ale każdy Polak ponarzekać musi, szczególnie, że zauważyłam, że Obecny chyba trochę przestał się starać. I w momencie, kiedy wyznaczyliśmy datę zaczęłam się zastanawiać czy naprawdę tego chcę. Mam w sobie takie odczucie, że jak już zamieszkamy razem to będzie zupełnie inaczej, będziemy się widywać na co dzień, a jeszcze niedawno zdarzały mi się odczucia, ze nie jestem w stanie wytrzymać Obecnym weekendu. I może to nie o niego chodzi, ale o to, że odzwyczaiłam się od życia z facetem, od takiego prawdziwego codziennego życia typu obiadki, skarpetki w koszu na pranie itd. Jak tak pomyślę to teraz na co dzień mam tylko dzieci, jesteśmy razem, wspólnie planujemy co robimy, kiedy odbieram ich ze szkoły, robimy co chcemy i kiedy chcemy, a to nagle miałby pojawić się facet. I te moje obawy dotyczą chyba właśnie tego, że znów ktoś coś mi narzuci. Oj coś czuję, ze mamy na dzisiejszy wieczór poważny temat do rozmowy i albo wyjdzie z tego ogromna kłótnia, albo spokojnie podyskutujemy. Najważniejsze, że lubimy i potrafimy ze sobą rozmawiać. A teraz uciekam, bo samo pisanie o tych wątpliwościach dało mi do myślenia…… Tak więc ruszam w kierunku kuchni…..po herbatę:)

Opublikowano codzienność | Otagowano , , , , , | 4 komentarzy

- po dłuższej przerwie –

Dawno mnie tu nie było. Minęły święta, tydzień temu zaliczyłam pierwszą komunię córki i syna, czas jakoś tak leci przez palce, że czasami zastanawiam się jak to możliwe, że kiedy byłam młodsza lata się dłużyły, a teraz z miesiąca na miesiąc mija kolejny rok.

Co do dnia pierwszej komunii….. Z rodziny męża zapraszałam na przyjęcie tylko chrzestnych, bo wiedziałam, że Były robi swoje przyjęcie. Jak się okazało chrzestni, którzy na co dzień mają kontakt z moją byłą teściową nie przyszli do domu, jedynie do kościoła. Liczyłam, że inaczej będzie wyglądał ten dzień szczególnie, że przygotowałam się na dwadzieścia osób, a było dwanaście. Cóż, podziękowania byłej teściowej się należą. Zaskoczył mnie Były, bo przed wejściem do kościoła podszedł do mnie, dzieci i Obecnego i podał mu rękę. No cóż. Widać było, że minę ma nieciekawą, był przybity, ale sam sobie tego piwa nawarzył. Teraz musi patrzeć, jak dzieci tulą się i całują jakby nie było obcego człowieka.

A najważniejsze? Mamy ustaloną wstępną datę ślubu, ale trochę odległą, bo chcemy najpierw unieważnić związki kościelne, a to trochę trwa, ja dopiero w tym roku będę składać papiery. W międzyczasie czekam na zaręczyny:D No i w następny weekend chcemy poznać dzieci z rodzicami Obecnego. Stresuję się tym trochę, bo wiem, że dzieciom do aureolek nad głową trochę brakuje, ale wszystko nadrabiają uśmiechem.

Wiem, że to wszystko w bardzo dużym skrócie, bo ciężko na szybkiego opisać emocje, ale teraz obiecuję sobie zaglądać tu naprawdę dużo częściej.

Opublikowano okolicznościowo | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy

- nagła zmiana wiatru –

Nie wiem, jak to się stało i pod czyim wpływem, ale Ex wczoraj za pomocą smsa poinformował mnie, że jeśli dzieci rzeczywiście są chore to niech zostaną w domu, ale w zamian on ma następny weekend. Zgodziłam się, ale zastanawiam się, co się za tym kryje. Jedziemy już jutro do moich rodziców, w związku z czym mogłabym się nawet spodziewać, że przyjedzie tu sprawdzić czy jesteśmy w mieszkaniu. Ot taki kaprys tatusia. Jego prawdopodobnie frustruje to, że rozstał się z kobietą, dla której rozwalił rodzinę, a wie dobrze, że ja nadal jestem z Obecnym. Poza tym szlag go trafia, że po rozstaniu i wyprowadzce z domu jego rodziców, w pewnym sensie odzyskałam osobistą niepodległość, a on wylądował z powrotem na garnuszku rodziców. Do tego jeszcze założyłam mu sprawę o podział majątku, a z życzliwych źródeł wiem, że pan Ex na własne życzenie ściągnął sobie na głowę jeszcze komornika i prokuratora. Komornika jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale prokurator?

No, a teraz o Obecnym……. żałuję trochę, że zobaczymy się dopiero w niedzielę wieczorem. Powiem szczerze, że czuję się trochę odtrącona, choć pewnie nie powinnam. Ja też mam swoją rodzinę, ale on ma bardzo liczną, dlatego świętowanie zaczynają już w sobotę wieczorem, żeby móc się z wszystkimi spotkać. Wczoraj zadzwonił i zaproponował mi wspólny wyjazd do jego dawnej szkoły, chcą połączyć zjazd absolwentów z jakimś jubileuszem. Tak więc 1 czerwca kierunek Oświęcim! 1 czerwca to też Dzień Dziecka, wypada mój weekend, więc dzieciakom trzeba będzie coś zorganizować dzień wcześniej, bo niedzielę pewnie spędzą u dziadków, z czego z pewnością będą bardzo zadowolone.

W temacie świątecznym….. zostało sprzątanie. Obiad na drugi dzień świąt przygotuję dopiero w niedzielę wieczorem. Ciasto upieczone, galaretki w chłodni, sałatkę trzeba doprawić. Nie wysilałam się specjalnie na te święta szczególnie, że za dwa tygodnie I komunia. Pewnie jeszcze zaglądnę tu wieczorem, ale gdybym nie znalazła czasu na napisanie życzeń, już teraz wszystkim podczytującym (choć nie wiem czy trafiacie tu z własnego wyboru czy tylko myląc linki w wyszukiwarce) życzę spokojnej, rodzinnej Wielkanocy. Niech dyngus będzie mokry, chrzan ostry, ale najważniejsze dotyczy chyba serca – niech ono będzie radosne w te dni, uśmiech niech się pokaże na twarzy. Wesołego Alleluja!!!

Opublikowano okolicznościowo | Otagowano , , , | 3 komentarzy

- ojciec, który tak naprawdę ojcem nigdy nie był –

Wkurzyłam się. Kilka dni temu Ex napisał smsa, że chce, żeby dzieci były u niego w pierwszy dzień świąt, bo w drugi podobno pracuje. Dla mnie to było na rękę, bo wiem, ze Obecny przyjedzie dopiero w niedzielę wieczorem. Owszem, teraz wypada jego weekend, ale z racji tego, że są święta dzieci miały być u mnie. Wczoraj się palantowi odwidziało i wyjeżdża z tekstem, że po dzieci będzie już w piątek, bo to jego weekend. Ok, wszystko byłoby w porządku, ale dzieci są chore. Dzisiejszą noc spędziłam z najmłodszą córka na SORze, bo ma początki zapalenia ucha. Prawie całą noc nie spałyśmy, po powrocie do domu bolało ją tak, że po prostu nie mogła zasnąć. Pozostała trójka kaszle, ma lekką infekcje dolnych dróg oddechowych, ale podobno wszędzie czysto, więc kurujemy syropkami.Wkurza mnie to, że facet, który rozbił rodzinę teraz wbrew wszystkiemu będzie sobie korzystał z co drugiego weekendu bez względu na okoliczności, bo okres świąt to przecież taki czas, ze trzeba się pokazać, ze dzieci były u tatusia. No bo niech jego sąsiedzi i sąsiedzi mojej prukwy-byłej-teściowej widzą, że rodzinna sielanka trwa. Przecież tylko o to chodzi. Nieważne, że dziecko jest kaszlące, że je coś boli. Najważniejsze, że rodzinna szopka odstawiona i złudne wrażenie, że wszystko jest w porządku zostało puszczone na ludzi jak gęsta mgła. I za wszystkim stoi facet, który nigdy w życiu jednej pieluchy nie zmienił, nigdy w życiu dziecka nie kapał, nie wie, ile kosztują książki do szkoły i jaki jest miesięczny koszt utrzymania dziecka. Cudowny ojciec, który ma wyznaczone przez sąd wizyty w jeszcze jeden dzień tygodnia, ale wtedy nie przyjeżdża, bo po co, przecież nikt nie będzie widział. Ojciec, który złożył apelację po tym, jak podwyższono mu alimenty o 200zł i wreszcie cudowny ojciec, który jak się okazuje całą odpowiedzialność za zajmowanie się dziećmi zwala na swoich rodziców i rodzeństwo. A mnie szlag trafia!

Opublikowano Ex | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy

- przedświąteczne choróbsko –

Jak w tytule, dopadła nas choroba. Syn leży w łóżku i kaszle. Jednym słowem na własne życzenie wydłużył sobie przerwę świąteczną. Na razie kurujemy się domowymi sposobami, jak nie pomoże to jutro do lekarza. Najgorsze, bo u nas każda jedna choroba rozkłada na łopatki wszystkie plany. Nie zostawię dziecka samego w domu na cały dzień, i tak musi zostawać, kiedy resztę trzeba odstawi do szkoły i odebrać z powrotem.

Powoli zaczynam popadać w przedświąteczną gorączkę, choć w tym roku na Wielkanoc nie szykuję się jakoś specjalnie. Piekę dwa ciasta, robię sałatkę, może zamiast kupnej wędliny upiekę schab. Do tego chrzan, obowiązkowo żurek, jakieś danie obiadowe i w sumie tyle. W sobotę jadę z dziećmi na święta do rodziców, w domu będę w niedzielę wieczorem, ale w poniedziałek oni przyjeżdżają do mnie, wiec coś przygotować też trzeba. Dzieci pierwszy dzień świąt spędzą u ojca. Nawet dobrze, bo Obecny będzie chyba w niedzielę wieczorem, więc poniedziałek będziemy mieć dla siebie. Powiem szczerze, że jakoś tych świąt nie czuję. Podświadomie żyję już zupełnie czymś innym. Zaraz po świętach czeka mnie rozprawa, a niewiele później komunia dzieciaków. Pogoda też raczej świątecznie nie nastawia, najchętniej człowiek zaszyłby się w domu, jest tak przeraźliwie zimno i paskudnie:(

Opublikowano codzienność | Otagowano , , , , | Skomentuj

- jak pies ogrodnika –

Po weekendzie brakuje mi czasu na przemyślenia. Z samego rana pobudka, Obecny wyjechał i zobaczymy się dopiero w Niedzielę Wielkanocną, albo nawet w drugi dzień świąt. Kontrakt podpisany, okna umyte, jutro jeszcze krótka wizyta w sądzie i można myśleć o świętach. Tzn. można by było o nich myśleć, gdyby nie fakt, że teraz myśli pochłania sytuacja miedzy mną a Obecnym. W weekend dał mi jasno do zrozumienia, że może się okazać, że nasze „kiedyś” nigdy nie nastąpi, że nie zamierza się na razie w żaden sposób deklarować i że powinniśmy trzymać się planu. Tak, tylko, że mija już połowa czasu na zrealizowanie tego naszego planu i jak widać na razie nie ma znaków na niebie i ziemi, które świadczyłyby, że nam się uda. Mieliśmy odłożyć pieniądze na rozpoczęcie wspólnego życia, ja miałam zakończyć sądowe batalie z Ex i w sumie później można by stwierdzić w jakich barwach widać przyszłość. Nie wiem, czy uda mi się utrzymać na wodzy mój brak cierpliwości, nie wiem, czy po drodze jednemu z nas nie odwidzi się bycie z tym drugim. Dziś znów złapałam się na myśleniu, że ten związek nie ma sensu, że nie potrzebny mi w życiu żaden facet. Nawet najcudowniejszy z czasem zaczyna denerwować, szczególnie jeśli w niektórych kwestiach życiowych ma inne zdanie. Na początku mówiłam mu o wszystkim, teraz właśnie z powodu tej odmienności zdań w niektórych tematach po prostu milczę. To nie wróży dobrze. Z drugiej strony jest we mnie takie uczucie, że nie chciałabym go oddać żadnej kobiecie, że mimo wszystko jest tylko mój. No tak, i wychodzi na to, że jestem……jak pies ogrodnika:/

Opublikowano smutek | Otagowano , , , , | Skomentuj

- pękam –

Czuję, ze zaczynam się łamać. Przyjechał Obecny. Miał kończyć jakaś pracę na klatce schodowej, a ja mu wyprałam ubrania robocze. Niewiele brakło, a z tego powodu mielibyśmy niezłą kłótnię, skończyło się na ostrzejszej wymianie zdań. Tu nie chodzi o głupie ciuchy, ja czuję, jak coś we mnie narasta, nawarstwia się. Nigdy się jeszcze nie kłóciliśmy, choć półtorej roku jesteśmy razem, ale wiele rzeczy w tym czasie się skumulowało. A to wieczne wypominanie mu, że nadal pali, a to uwagi w moim kierunku, że mi się ostatnio przytyło i wiele innych, o których pisać po prostu nie chcę. Najbardziej boli to, że chyba najzwyczajniej w świecie zbojkotował moje imieniny, albo po prostu o nich zapomniał. Szlag mnie trafia, a miał być miły weekend, miły sobotni wieczór…………..

Opublikowano smutek | Otagowano , , , | 1 komentarz

- magiczne słowo „kiedyś” –

Dziś nie umiem tak naprawdę powiedzieć, co czułam do Ex, ale jedynym węzłem, który nas jeszcze wiąże są właśnie dzieci, nawet małżeństwo się skończyło, dzieci jednak zostały. Naturalną koleją rzeczy było, że skoro jesteśmy razem to one pojawią się wcześniej czy później na świecie. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach dla ludzi rodzina z trójką dzieci to już patologia, a co dopiero z czwórką (w tej kwestii radzę jednak dobrze się zastanowić, czasami patologii trzeba niestety szukać w rodzinach gdzie jest jedno dziecko a rodzice chleją na umór). Dlatego właśnie dla wielu nie do pomyślenia jest, że teraz marzę o kolejnym. I pytanie dlaczego? Przecież mam czwórkę, dlaczego mam się porywać na kolejne, skoro już mam, po co pakować się kolejny raz w pieluchy, kiedy reszta już w wieku szkolnym? I sama nie umiem sobie tego wytłumaczyć, jedyna odpowiedź jaka mi się nasuwa to „z potrzeby serca”. Pamiętam pierwsze spotkanie z Obecnym, od razu wyłożył karty na stół i wyznał, że chce mieć kiedyś własne dziecko. Wtedy jeszcze o tym nie myślałam, nawet trochę się przeraziłam, ale z czasem zaczęło we mnie samej budzić się to pragnienie. Kiedy zobaczyłam, jaki cudowny kontakt ma z moimi dziećmi, że kochają go chyba nawet bardziej niż biologicznego ojca, pomyślałam, że ten człowiek będzie kiedyś wspaniałym tatą. I to nasze jedno spośród wielu „kiedyś” to teraz taki nasz mały powód do dyskusji. Obecny chce zrealizować plan działania w przyszłości, bo teraz jeszcze nie mieszkamy razem, a dla niego naturalne jest, ze chce mieć dziecko przy sobie. Ja nie mam aż tyle czasu, wiem, że gdybym zaszła w ciążę teraz, najbliższy czas, te dwa, trzy lata mogłabym poświęcić na bycie z dzieckiem. Dla mnie dziecko DOPIERO za dwa, trzy lata to kolejna przerwa w życiorysie, to poświęcenie czasu, który miał być szansą na samorealizację na własnym gruncie…….. Pozostaje jeszcze aspekt biologiczny, bo za tych kilka lat moje zajście w ciążę może okazać się niemożliwe. W końcu to z siebie wyrzuciłam i liczę, ze ktoś myśli podobnie, że ktoś mnie zrozumie. Mam wrażenie, że do Obecnego nic nie dociera w tym temacie. Powodem jest chyba jego życie poukładane w kostkę, dlatego boi się jakichkolwiek zmian………… I teraz to już nic nie wiem, wszystko odkładamy na „kiedyś”, ale to kiedyś może nigdy nie nastąpić.

Opublikowano kiedyś | Otagowano , , | Skomentuj

- i znów weekend –

Jutro przyjeżdża Obecny. Od mojej przeprowadzki spędzamy razem każdy weekend. Kiedyś bardzo czekałam na te dni, teraz łapię się na tym, że w sobotę wieczorem marzę o tym, żeby weekend się już skończył. Ogólnie nie jest nam razem źle, w małżeństwie brakowało mi rozmów, czułości, takiego zwykłego zapatrzenia w drugiego człowieka. Teraz to mam…… i nie wiem czy z nudów, szukam dziury w całym, czy rzeczywiście coś zaczyna się psuć. Ogólnie to przyznam szczerze, że czekam. Czekam na to, aż padnie jakaś deklaracja z jego strony. Póki co w planach mamy swoje „kiedyś”. Kiedyś razem zamieszkamy, kiedyś będziemy mieć wspólne dziecko, kiedyś może nawet powiemy sobie „tak”. Ja muszę mieć trochę czasu (nie wiem ile) na zamknięcie spraw z Ex, Obecny stara się o unieważnienie związku kościelnego. Ja w sumie też powinnam, ale na razie mam tyle na głowie, że nie chcę się angażować w kolejną sprawę. I tak te nasze plany wiszą gdzieś w powietrzu, a raczej to my tkwimy w zawieszeniu. I czuję się jak w takiej próżni. Chciałabym poczuć, że jestem dla niego kimś ważnym, nie tylko chwilową przystanią, ale ostatnią stacją, że myśli o nas naprawdę poważnie, że chce spędzić ze mną resztę życia. Nie jestem już nastolatką, która wierzy w każde słowo faceta. Życie mnie nauczyło, żeby nie wierzyć, nie ufać do końca. Ciągłe zdrady, a później przemoc domowa kierowana w moja stronę to coś, czego nie chcę przypominać sobie z poprzedniego związku. Nie chcę też trzymać się kurczowo Obecnego, choć wiem, że to ostatni związek w jaki się pakuję. Jeśli nie wyjdzie….dobrowolnie zapiszę się na życie bez faceta. I przyznam sama przed sobą, że czasami taka opcja bardzo kusi.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj